Pokazywanie postów oznaczonych etykietą owce. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą owce. Pokaż wszystkie posty

środa, 4 kwietnia 2012

Jagniątka

Przełom marca i kwietnia to w Szkocji okres kocenia się owiec. Na świat przychodzą małe ciekawe świata baranki, dobrze pilnowane przez opiekuńcze mamy, które z kolei nie są zwolenniczkami obcowania ich pociech z ludźmi. Maciorka rodzi zazwyczaj jedno lub dwa jagniątka. Większość jagniątek staje na własnych nogach w przeciągu godziny od urodzenia. Sama słodycz!

Poniżej zdjęcia małych owieczek z Isle of Skye w kwietniu 2011.


Ciekawe świata jagniątko z mamą

Mama wie, co dobre...
Wspólny spacer...
mała gwiazda (2012)
Pobrykamy?

Pamiętasz, którędy do domu?
Nierzadki widok na drogach Wyspy Skye.

piątek, 30 marca 2012

West Highland Way

Będzie to krótkie wspomnienie z pięciodniowej wyprawy w highlandy, w której udział brała autorka bloga wraz z piątką znajomych. Wyprawa miała miejsce w lipcu 2009 roku. Sześcioro uczestników wyprawy wyruszyło wówczas z różnych części Szkocji, by spotkać się w Milngavie (wymawia się: Mil:gaj), by rozpocząć wędrówkę, mającą się ciągnąć przez ponad 100 mil, czyli trochę ponad 150 km.

mapa trasy West Highland Way, źródło
 West Highland Way jest jednym z najbardziej malowniczych szlaków wycieczkowych w Szkocji.  Prowadzi przez parki narodowe, wybrzeża jezior, doliny, góry, niekończące się pastwiska oraz przez lasy, wodospady i wioski, by w końcu dojść do mety, miasteczka Fort William.

Patrząc w dół na Devil's Staircase...
Oprócz zapierających dech w piersi krajobrazów, wielką atrakcją wyprawy jest nocowanie pod namiotami – na polach campingowych, lub na dziko. Camping na dziko jest w Szkocji legalny! Wystarczy obrać sobie kawałek trawnika (we w miarę strategicznym punkcie, np. w okolicy pubu) i śmiało można rozbijać namiot! Nasza ekipa obrała opcję dwa noclegi na campingu, dwa na dziko. Prawdziwą zmorą biwakowania w Szkocji są pchełki zwane midges (brak polskiego tłumaczenia – migdes występują tylko w Szkocji), na terenach wilgotnych, ocienionych i bardzo lubią smak ludzkiej krwi. Latają niepostrzeżenie koło skóry twarzy, rąk, nóg, wabione zapachem ludzkiego potu, by przywrzeć do niej i ssać krew i zostawić niewielkie, lecz paskudnie piekące ukąszenia.  Pod tym względem midges o wiele gorsze są od komarów!  Są ponadto mniejsze, bardziej uparte i cichutkie. Komarów zresztą w Szkocji nie uświadczysz.

dolinami, ścieżkami krętymi, we mgle...
Szlak rozpoczęliśmy w sześcioro, a zakończyliśmy go w czworo. Wniosek => liczy się forma, jeszcze raz forma i wygodne buty, dobrze mieć zapasową parę. I ubranie przeciwdeszczowe. Dla mnie osobiście najcięższy był czwarty dzień wyprawy i to nie ze względu na stopień trudności trasy, ale ze względu na deszcz, który padał nieprzerwanie cały dzień, przemaczając całkowicie buty i wodoodporne ubranie. Dzień piąty był pełen bąbli na stopach, a po południu zobaczyliśmy metę!


chmury w kształtach najrózniejszych...
przez nigdysiejsze lasy...

ku wzgórzom zielonym...

tak tak, owce!!!

słońce jak zwykle wykazywało brak zdecydowania - pokazać się, czy nie...

 dramatyczne krajobrazy West Highland Way
różów też nie brakowało...

i zawsze byliśmy mile witani przez autochtonów...

zieleni nigdy na wiele - tu w odcieniu lipcowym

to, co autorka bloga lubi najbardziej, czyli owce na West Highland Way

poniedziałek, 17 października 2011

Wyspa Barra (Barraigh)

Jeżeli chcecie się wyrwać od zgiełku miasta i szukacie miejsca cichego i odludnego, gdzie można by się wyciszyć, lub długofalowo – pędzić pustelniczy tryb życia – miejscem takim są Hebrydy.

Określanie Wielkiej Brytanii mianem „wyspa” jest pewnym uproszczeniem, Wielka Brytania to bowiem „wyspy”, z których zdecydowana większość leży u wybrzeży Szkocji, m.in. archipelagi: Szetlandy, Orkany i właśnie Hebrydy, Wewnętrzne i Zewnętrzne. W skład Hebrydów Wewnętrznych wchodzą m.in. wyspy Lewis i Harris, North Uist, South Uist, czy też najbardziej na południe wysunięta – Barra. Z ponad 500 wysepek należących do archipelagu Hebrydy zamieszkane jest 15; reszta zaś stanowi niewielkie formacje skalne wychylające ponad powierzchnię morza.

Widok z najwyżego szczytu na wyspie Barra, wzgórza Heaval (383m)
Barra zwana jest przez niektórych Hebrydami w miniaturce, bo ukształtowanie jej powierzchni łączy w sobie cechy innych wysp archipelagu: białe piaszczyste plaże dorównujące tym karaibskim, skaliste szczyty górskie, urwiste klify i zielone pastwiska. Barra, podobnie jak inne wyspy archipelagu jest bezdrzewna!

widok na Castle Bay
Na wyspę dostać się można promem z miejscowości Oban, cała podróż trwa około 5 godzin; alternatywą jest droga powietrzna. Lotnisko na Barra to swoiste kuriozum na skalę światową, znajduje się, bowiem…na plaży.  Korzystać z niego można jedynie w czasie odpływu, bo przypływcałkowie przykrywa pas startowy wodą.
lotnisko na Barra
Na północ od lotniska rozpościera się bodajże najpiękniejsza plaża na wyspie, leżąca nad zatoką Traigh Mhòr. Pływanie polecam jedynie morsom!
Traigh Mhòr
Niewielką powierzchnię wyspy Barra (około 60km2) zamieszkuje około 1000 osób; prawdopodobnie wszyscy się znają i wiedzą o sobie wszystko. Największa miejscowością jest Castle Bay, nazwana tak ze względu na  znajdujący się w zatoce portowej zamek.

Kisimul Castle w Zatoce Castle Bay
Castlebay, widok z zamku
Historia zamku, zwanego Kisimul Castle, sięga czasów średniowiecza; niektóre doniesienia mówia nawet o XI wieku. Nazwa Kisimul pochodzi z języka galijskiego i oznacza „miejsce, którym płaci się podatki” (cis – „podatki” i mul – „kopiec”). Zamek jest bardzo niepokaźnych rozmiarów, można rzecz, wprost proporcjonalnych do wielkości samej Barry, a zbudowany jest na malutkiej wysepce w zatoce, do której trzeba dopłynąć łodzią, by rozpocząć jego zwiedzanie, które zresztą nie trwa zbyt długo. Właścicielem zamku od pradawnych czasów był klan McNeil, którego szef, ogłosiwszy bankructwo zdecydował się w 1838 r. sprzedać wyspę wraz z zamkiem. Nowy właściciel wyspy, pułkownik Gordon of Cluny napisał sobie w historii wyspy bardzo niechlubną notkę biograficzną. Początkowo chciał przekonać rząd, by założona na niej kolonię karną, a gdy jego propozycja spotkała się z odmową postanowił siłą wysiedlić mieszkańców wyspy, w większości farmerów i rybaków i ich rodziny, by na jej terenach rozpocząć bardziej dochodową hodowlę owiec. Do realizacji swoich planów przystąpił bezwzględnie, wypędzając dziesiątki rodzin z chat, a razie stawiania przez nich oporu stosując przemoc; ładując ich, wbrew ich woli na statki płynące do Ameryki i Kanady.
Tego rodzaju wysiedlenia, czy też rugi, znane szerzej w historii Szkocji jako highland clearances, były w XIX dosyć popularnym sposobem na rozwiązanie problemu przeludnienia i głodu; kwestia zysku finansowego właściciela ziem jest tutaj jednak czynnikiem nie do pominięcia. Dlatego też highlandy i wyspy Szkocji są dzisiaj puste; ludzi, którzy zamieszkiwali tereny te przez stulecia i dziesiątki pokoleń, czekał niezbyt ciekawy żywot w dzielnicach robotniczych fabrycznego Glasgow, albo w przypadku tych, którzy przeżyli rejs przez Atlantyk - przedziieranie się przez amerykańskie prerie. O wypędzonych z Barra wiadomo, że część z nich osiedliła się w Inverness.

Barra stanowi swoisty skansen językowy, gdzie przetrwał język gaelicki (Gaelic), którym w dalszym ciągu posługuje się większość mieszkańców wyspy. Znajomość języka gealickiego jest pieczołowicie pielęgnowana, również przez różne instytucje, m.in. przez ruch Fèis Bharraigh. Na wyspie odbywa się organizowany przez Fèis Bharraigh  coroczny festiwal szkockiej muzyki (zarówno tradycyjnej, jak i współczesnej) BarraFest.
Vatersay
Z wyspy Barra można przejść na połączoną z nią przesmykiem mniejszą, znajdującą się na południe od Barry wysepkę Vatersay. Vatersay posiada dwie imponujące, całkowicie puste plaże oraz…  przyciąga nieszczęścia w postaci katastrof lotniczych i morskich. Podczas II wojny światowej u wybrzeży wyspy rozbił się samolot wojskowy Catalina, w której to katastrofie zginęło troje z dziewięciu członków załogi. Wrak samolotu leży do dziś w miejscu wypadku.
wrak samolotu Catalina
Inna tragedia, jaka miała miejsce na Vatersay, dotyczy statku pasażerskiego, Annie Jane, który w 1853 r. utonął u wybrzeży wyspy wraz z 348 pasażerami na pokładzie. Ten trzymasztowiec płynął z Liverpoolu do Kanady, niosąc na swoim pokładzie emigrantów, mających rozpocząć nowe życie za oceanem. Część z nich, z zawodu stolarze i rzemieślnicy, płynęła na kontrakt przy budowie budynków rządowych w Kanadzie. Ciała ofiar, które morze wyrzucało na brzeg przez kilka dni po katastrofie, pochowane zostały w zbiorowej mogile przy wydmach, bez trumien, gdyż na wyspie, z powodu braku drzew, nie było drewna na ich budowę. Smutne wydarzenie upamiętnia skromny pomnik. 

Owieczki....

Znajomi-autochtoni, przyzwyczajeni do widoku owiec na szkockich pastwiskach nie potrafią się nadziwić mojemu bzikowi na punkcie tych zwierząt. Dla nich są one czymś tak naturalnym, jak deszcz. Dla mnie jednak stanowią nie lada atrakcję, jaką stanowiłby np. kangur w Australii. Każda wyprawa w highlandy, czy chociażby Pentlandy, jest dla mnie okazją do łapania owiec we flesze obiektywu. Przeważnie nie stawiają oporu. Zazwyczaj patrzą na mnie podejrzliwie, ale żadna jeszcze nie poprosiła o skasowanie fotki z ich wizerunkiem z karty SD. Do tych bardziej rogatych podchodzę z większą ostrożnością (wrodzony instynkt samozachowawczy), mimo, iż ryzyko tryknięcia nie jest zbyt wysokie.

owce w Pentlandach, rozkoszujące się letnim słońcem i ironicznie spoglądające na kolejnych paparazzich

poza nr 5, specjalnie dla turystów
A kuku!

ciekawość jest obopólna